środa, 1 lutego 2017

7. Stranger

Michelle
Ciężkie powieki powoli zaczęły się otwierać. Jednak, ciemność co chwilę ustępowała przebłyskom światła. Moje ciało było lekkie, jakbym lewitowała. Nie czułam go wcale i tylko dawałam sie ponieść temu dziwnemu uczuciu.
Tej nicości wokół i pustce w głowie.
Z zamkniętymi oczami, odpoczywałam nie wiedząc dokładnie co się stało. Ostatnie co pamiętam to że szłam do łazienki po tym dziwnym omdleniu.
Była Sarah... I ten dziwny chłopak... Byłam w knajpie z jedzeniem, ten debil zrobił awanturę, potem zrobiło mi się niedobrze, zobaczyłam...
Wściekle czerwone oczy.
Moje powieki gwałtownie się otworzyły, a ciało jakby poraził prąd. Wzdrygnęłam, dopiero teraz dostrzegając że... nie jestem w swoim domu!
Adrenalina napłynęła do żył, gdy szybko omiotłam wzrokiem pomieszczenie. Leżałam w pozycji półsiedzącej, na chwilę tracą zdolność ruchu.
Dostałam drgawek, lecz opanowałam je, wstając ze starej kanapy.
Oddychałam szybko... Gdzie ja jestem?
I... czy aby jestem sama?
Nie czekałam aby się tego dowiedzieć. Wybiegłam z pomieszczenia, szybko odnajdując drzwi wejściowe do tego obskurnego mieszkania. Zbiegłam schodami, starając się nie wywoływać hałasu lecz było to skrajnie niemożliwe.
Opuściłam to okropne miejsce, chcąc jak najszybciej się oddalić.
Matt
Zostawiłem dziewczynę samą, nie chciałem być w pobliżu gdy się obudzi. Domyślałem się... że ucieknie gdy tylko odzyska przytomność, ale przecież nie mogłem zostawić jej na zimnej podłodze w obskurnej łazience?
Położyłem ją na kanapie, a sam poszedłem do pobliskiego pubu. Często mnie tu widzą, barman jest moim dobrym kumplem. Widziałem go też parę razy u Anthony'ego, tak właściwie się poznaliśmy. Podczas ich "transakcji".
Nadal nie rozumiem jak ten chłopak może zajmować się narkotykami. Mnie nigdy nie ciągnęło do takich rzeczy. Za to Michael...
Nadal nie mogę uwierzyć że jesteśmy braćmi. Jak dwie oddzielne połówki, zupełnie różni i nie pasujący do siebie.
Ale zabiłbym za niego gdybym musiał.
Dopijałem spokojnie pierwsze piwo. Nie wiedziałem, czy zamawiać następne, gdy nagle podszedł do mnie barman.
- Matthew, następna kolejka? Zaraz to skończysz - zapytał brodaty chłopak. Wyglądał na starszego niż był, przez zmarszczki obecne na jego twarzy.
- Nie, dzięki - odparłem - Muszę zachować trzeźwy umysł.
Zbyłem go uśmiechem. ten jednak, wydawał się nieco zdziwiony.
- Zwykle z Padgem przecież możecie tu nocować i nigdy wam nie jest mało... - mruknął po dłuższej chwili, opierając się na barze. Czekał aż to skomentuje.
- Nie, dzisiaj już mam dosyć - Dopiłem ostatni łyk. Postawiłem szklankę na barze i gestem dłoni pożegnałem się z barmanem. Odprowadzał mnie wzrokiem. Jak czuł niedosyt, bo zwykle prowadzi ze mną i bratem pijackie rozmowy.
Lecz, nie dzisiaj. Mam ważniejsze sprawy na głowie.
Michelle
 Biegłam ile sił. Zwykle wybrałabym ścieżki pomiędzy budynkami, skróty... Jednak teraz gnałam środkiem chodnika, omijając ciekawskie spojrzenia ludzi. Miałam to gdzieś i pędziłam gubiąc oddech, jakby toś mnie gonił.
Nie odwracałam się, mając nadzieje że wcale tak nie było.
Przypomniałam sobie że moje rzeczy musiały zostać w lokalu gdzie zemdlałam. Postanowiłem sie tam udać, choć z tej części miasta jest tam nieco daleko.
Mijałam ceglane kamienice, za którymi znajdowały się podwórka i garaże. Nie jest to ciekawa okolica, więc jeszcze bardziej zastanawiało mnie, co tam robiłam i jaki menel zechciał mnie porwać...
Po jakimś czasie wolniłam kroku i spokojnie szłam, będąc już w spokojniejszej dzielnicy. typowe przedmieścia, bloki, sklepy. Nie śmierdzące bary i zaułki gdzie szwendają się bezdomni.
Dotarłam na miejsce. Przez dużą szybę w oknie spostrzegłam, że Sarah jeszcze tam jest. Było dopiero wpół do 16, ona pewnie pracuje do zamknięcia.
Wpadłam do baru, a dziewczyna spojrzała na mnie zszokowana.
- Jezu, gdzie ty byłaś? - powiedziała powoli.
- Chciałam cię o to zapytać. Nie wiem sama... Eee, gdzie są moje rzeczy? - Spanikowana, wypowiedziałam te słowa. Jak widać Sarah tez jest zdziwiona sytuacją.
- Zaraz przyniosę. Nic ci nie jest? Poszłam do łazienki bo długo nie wracałaś, ale ciebie tam nie było, sama nie wiedziałam co robić...
Sarah mówiła szybko. I zauważyłam, że to dobra  dziewczyna. Przejęła się mną, choć tak naprawdę jestem dla niej obca.
- Sarah, spokojnie, żyję... - uciszyłam ją. Panika to najgorsze co możemy teraz robić.
- Jej, ale sie przestraszyłam... - Dziewczyna umilkła i w ciszy poszła po moją bluzę i telefon, które zostawiłam na zapleczu.
Odebrałam swoją własność. Gdy chciałam wyjść, odezwała się.
- Wiesz, to mógłby być ten chłopak... - powiedziała, gdyż przed chwilą zdażyłam na szybko opowiedzieć jej całą historię.
- Jak chłopak? - spytałam głośniej.
- Ten co sie awanturował. On też zniknął gdy zemdlałaś.
Sarah opierała się na jednym ze stolików przy oknie, a ja przystanęłam w progu drzwi.
- Znasz go może? - spytałam spokojnie, nie chcąc za bardzo się nakręcać.
- Często tu bywa. Zwykle nie wszczyna awantur, ale dzisiaj był...widziałaś. Czasem nawet da sie z nim pogadać.
Pamiętam go. Długie włosy, kozia bródka, blada cera... I to uczucie że skądś go znam.
- Nie mam pojęcia... Ale dzięki za info - wymusiłam uśmiech, żegnając się z dziewczyną. Postanowiłam wrócić do domu, i jesli to tylko możliwe, zapomnieć o całej sprawie...
W domu wysłuchałam awantury od matki. Wróciła juz z pracy i skrzyczała mnie, gdy tylko weszłam do korytarza.
Tak, nie powinnam wychodzić po omdleniu. Ale musiałam się dowiedzieć co sie stało.
Teraz... zostawiam to za sobą. Nie będe już wracać w to dziwne miejsce. Tam jest coś, czego powinnam unikać jak ognia...
Zamknęłam się w swoim obklejonym plakatami pokoju. Na ścianie obok łóżka wisiał łańcuch lampek choinkowych, który był jedynym źródłem światła, którego teraz potrzebowałam. Nie wiem dlaczego, ale lubiłam przesiadywać w ciemności.
Przywykłam do samotnych wieczorów.
Robiłam coś na telefonie i słuchałam muzyki. Gdy mama zawołała na kolację, zignorowałam to. Nie wychodziłam z pokoju przez cały wieczór. Wcześnie też poszłam spać, bo znów pojawiło się osłabienie. Może następnego dnia odzyskam siły i wszystko wróci do normalności...
Matt
Siedziałem na kanapie, czytając a właściwie oglądając, jedną z niegrzecznych gazetek które znalazłem u Michaela. gdy wróciłem z baru, powitało mnie puste mieszkanie i musiałem się czymś zająć. Wybrałem sprzątanie. Pozamiatałem podłogi i zlitowałem się nad stertą ciuchów w pokoju brata. Wsadziłem to wszystko do pralki, nie licząc tych rzeczy które zostawiły jednorazowe "partnerki" chłopaka. I tak już tu nie wrócą. po prostu wyrzuciłem te ubrania.
Gdy brat wrócił do domu, nawet nie zajrzał do salonu. Sądząc po odgłosach, obił się kilka razy o ściany i padł na łóżko. Nie chciałem nawet wiedzieć w jakim jest stanie.
Westchnąłem tylko, odkładając na podłogę pismo.
Było późno, normalnie wyszedłbym teraz na nocny spacer, zabił pragnienie. Ale nie, marzyłem tylko o tym by położyć się spać.
Żeby ten wkurwiający obraz sprzed moich oczu zniknął.
Bo cały czas widziałem tą śliczna istotkę.
A ona była dla mnie nierealna. Pewnie nie spotkam jej więcej i dlatego, czas aby się z niej wyleczyć.
Zasypiając, zaklinałem siebie aby więcej o niej nie myśleć.
Ale wiedziałem, że tej nocy będę śnił tylko o niej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Szablon